Przed bodaj dwoma laty donosiłem o pracach na polu europejskiego prawa prywatnego. Mądrzy ludzie - także z Polski - przygotowują od lat zręby czegoś, co może stać się Europejskim Kodeksem Cywilnym.
Obecnie profesorowie finalizują finansowany przez Komisję Europejską podręcznik zawierający zasady prawa prywatnego państw członkowskich Unii. Komisja ma w grudniu dostać do poczytania ogromną "cegłę", która w założeniu może stać się bazą Kodeksu. Ponad 150 prawników pracuje nad tematami związanymi z wymianą towarów i usług, czyli w gruncie rzeczy nad prawem umów. Cegła w swoim pełnym wydaniu, zapowiedzianym na rok 2009, ma liczyć około 3000 stron. Najpierw jednak ukaże się w paperbacku rodzaj kompendium.
Poszczególne krajowe elity prawnicze i polityczne są raczej ostrożnie nastawione do ujednolicenia prawa cywilnego. |
|
|
Poszczególne krajowe elity prawnicze i polityczne są raczej ostrożnie nastawione do ujednolicenia prawa cywilnego, które w każdym z ważniejszych państw Unii jest niemal świętością narodową. Tradycje prawne: tzw. kontynentalna, anglosaska i skandynawska nie tylko posługują się innymi terminami, ale oparte są na zupełnie odmiennych filozofiach. Te same lub podobne terminy znaczą zupełnie co innego, a adwokaci mają z tego konkretne zyski. Słowo "szkoda" - niewątpliwie kluczowe dla ubezpieczeń - ma tyle znaczeń, ile jest systemów prawnych. Prof. Christian von Bar z Osnabrueck, czołowy unifikator prawa cywilnego, zapowiada jednak, że dzieło paneuropejskiego zespołu prawników zaprowadzi na tym polu ład terminologiczny. Można sobie wyobrazić, że armia prawników zagnieżdżonych dobrze w swoich biznesach zgrzyta zębami na te zakusy, chociaż von Bar zastrzega, że dzieło ma wartość czysto akademicką. Zgrzyt zębów jest szczególnie uzasadniony w przypadku Brytyjczyków, dla których samo słowo "kodeks" brzmi jak nietaktowna odzywka w towarzystwie. Na ujednolicenie prawa rodzinnego i spadkowego chyba w ogóle nikt nie ma ochoty.
Komisja Europejska też zresztą wcale nie jest jednoznacznie entuzjastyczna, chociaż von Bar sugeruje, że władze Unii mogłyby uczynić z akademickiego dzieła oficjalny instrument unijny. W lipcu w oficjalnej deklaracji Komisja dystansowała się od planu harmonizacji prawa cywilnego. Ale faktem jest, że finansuje ten projekt. I faktem jest, że w rezolucji sprzed blisko dwóch lat Parlament Europejski stwierdza, że "uczestnicy projektu wierzą, iż jego wynikiem ma być Europejski Kodeks".
Słowo "szkoda" ma tyle znaczeń, ile jest systemów prawnych. |
|
|
Trudno wraz z nimi w to nie wierzyć, skoro od lat publikują kolejne artykuły tegoż kodeksu w internecie i rozsyłają je sobie przed kolejnymi spotkaniami. Można domniemywać, że Komisja Europejska zastosowała ten wybieg z Parlamentem, żeby zakomunikować światu swoje prawdziwe zamiary. Wśród uspokajających zapewnień jest i to, że Europejski Kodeks Cywilny będzie tylko opcjonalnym instrumentem dla transakcji ponadgranicznych. Zważywszy jednak założenia Unii Europejskiej, skonstruowane jeszcze przed II Wojną Światową, unifikacja mogłaby docelowo pójść nawet dalej niż w Stanach Zjednoczonych, gdzie stanowe regulacje prawne znacznie się różnią. Oczywiście wszystko zależy od trwałości obecnego integracyjnego trendu.
W kolejnych przybliżeniach konkretnych przepisów EKC są brane pod uwagę nowe przepisy prawa europejskiego. Jedna z grup sformułowała ostatnio obowiązki informacyjne, m.in. na rynku ubezpieczeniowym. Przedumowne obowiązki informacyjne mają się znaleźć jako ważny temat w drafcie, który ma być Komisji przedstawiony - jak się rzekło - w grudniu. W stosunku do ubezpieczeń projekt zawiera całkiem szczegółowe propozycje, ale spokojnie mogę się wstrzymać z ich odsłoną, bo mają być omawiane (a raczej pewnie tylko zatwierdzane) w ostatnich dniach listopada.
Marcin Masny
Autor pracuje w Komisji Nadzoru Finansowego, ale felieton wyraża tylko jego prywatne opinie, a raczej refleksje, delikatne sugestie i wątpliwości.
Artykuł: <<< 2007-11-08 >>>